W 1989 roku uznany aktorDaniel Day-Lewis podpisał kontrakt z rolą Hamleta w przedstawieniu scenicznym w National Theatre w Londynie. Day-Lewis zakończył już kilka przedstawień sztuki, kiedy podczas porannego przedstawienia nagle zszedł ze sceny i opuścił produkcję. Później okazało się, że aktor tak bardzo związał się z rolą, że miał halucynacje, wierząc, że na scenie pojawił się jego zmarły ojciec.
To postawiło produkcję przed ogromnym problemem: widzowie spodziewali się kultowej sztuki Szekspira, ale nie mieli aktora, który mógłby zagrać tytułową rolę. Aby załagodzić ten kryzys, wkroczył szkocki aktor Ian Charleson, najbardziej znany z roli w nagrodzonym Oscarem filmie Rydwany ognia. Jednak on sam również miał swoje zmagania, grając tę postać; aktor cierpiał na AIDS. Choroba była już znacznie zaawansowana i choć z dnia na dzień Charleson słabł, nadal (prawie) codziennie występował w roli kultowej postaci.
Ta niesamowita, prawdziwa historia jest głównym bohaterem nowego filmu Elsinore. W roli Charlesona występuje Andrew Scott, do którego dołączają koledzy z obsady: Olivia Colman, Billie Piper i Joe Locke. Film ukazuje nie tylko sukcesy sceniczne Charlesona, ale także brutalną rzeczywistość jego walki z AIDS. To rozdzierający serce film, w którym jednak pojawiają się także jawne motywy inspiracji i siły.
Andrew Scott błyszczy w trudnej roli

Wcielenie się w Iana Charlesona nie jest łatwym zadaniem dla Andrew Scotta. Po pierwsze, miał znakomitą karierę i zapisał się jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w historii Wielkiej Brytanii. Samo to powoduje znaczną presję, ale wyzwaniem jest także skomplikowane życie osobiste Charlesona. Jako ukryty gej przez dziesięciolecia ukrywał swoją seksualność przed opinią publiczną, a prawdę ujawnił dopiero po swojej śmierci w 1990 roku.
Podsumowując, Charleson był niezwykle złożonym człowiekiem, co oznacza, że każda jego ekranizacja musiałaby ukazać jego liczne strony. Scott robi to znakomicie i udaje mu się to dzięki jednej prostej rzeczy: odgrywa Charlesona jako człowieka, ze wszystkimi jego wadami i niedoskonałościami. To autentyczność, jaką wnosi do tej roli, sprawia, że jest to jeden z najlepszych występów roku.
Elsinore to historia, którą warto opowiedzieć
Elsinore działa tak dobrze nie tylko ze względu na występ Scotta, ale także ze względu na szerszą historię. To naprawdę poruszające i z pewnością wywoła u widzów łzy. (Szczególnie wzruszająca jest jedna scena pod koniec, podczas której życie Charlesona przelatuje mu przed oczami.)
Elsinore czerpie siłę ze szczerego tonu i uniwersalnego znaczenia. Epidemia HIV/AIDS dotknęła miliony ludzi na całym świecie, dotykając zarówno samych ludzi, jak i tych, których kochają. To poczucie przystępności sprawia, że film jest jeszcze bardziej wciągający i przykuwa uwagę widza już od pierwszej klatki.
Podstawową wadą Elsinore jest jego końcowy segment. W ostatnich piętnastu minutach narracja staje się nieco zbędna. Do tego czasu los Charlesona jest już ustalony, a widzowie byli świadkami występów aktora, które wywarły ogromny wpływ na kreacje Hamleta. Film skupia się jednak na tych scenach – szczególnie na fragmentach Hamleta – sprawiając wrażenie powtarzalnych i odciągając uwagę od głównej inspiracji dzieła: historii życia Charlesona.
Premiera Elsinore odbyła się na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto w 2026 roku. Premiera kinowa w Stanach Zjednoczonych w ograniczonym zakresie planowana jest na 20 listopada, a szersza ekspansja planowana jest na kolejne tygodnie.