Znany doświadczony artysta Michael Caine podzielił się swoimi przemyśleniami na temat najwspanialszego serialu telewizyjnego wszechczasów i chociaż jego uwagi mogą nie być szokujące, niosą ze sobą wagę, która czyni jego proklamację szczególnie przekonującą.
Jeśli policzysz najpopularniejsze seriale telewizyjne, jakie kiedykolwiek powstały, pojawi się nieskończona gama tytułów – The Sopranos, The Wire, The West Wing, M*A*S*H, Lost i wiele innych. Jednak wyróżnienie jednego ostatecznego mistrza jest trudne, ponieważ wybór ostatecznie zależy od osobistego gustu.
Z drugiej strony Michael Caine zaproponował prosty wybór: przełomowy neowestern Vince’a Gilligana „Breaking Bad”. Szczególnie urzekające jest to, jak Caine wyjaśnia, dlaczego uważa Breaking Bad za najlepszy serial telewizyjny. Jego rozumowanie otwiera zaskakująco głęboki kanał, badając pochodzenie, ewolucję i wyzwania serialu.
Michael Caine ogłasza „Breaking Bad” najlepszym serialem telewizyjnym wszechczasów.
W 2016 roku brytyjski program dzienny „This Morning” udostępnił na Facebooku występ Sir Rogera Moore’a, którego spotkanie w studiu z Bryanem Cranstonem doprowadziło do omówienia „Breaking Bad”. Moore wspominał, że Caine podarował mu zestaw Breaking Badboxset i że Caine nazwał go „najlepiej napisanym, najlepiej wyreżyserowanym, najlepiej zagranym i najlepiej ocenianym serialem, jaki kiedykolwiek powstał”. Moore zgodził się z pochwałą Caine'a, mówiąc: „i ma absolutną rację, oglądałem to”.
To uznanie dwóch tytanów branży filmowej, takich jak Caine i Moore, jest żywe i nie można go lekceważyć. I jest to absolutnie prawdą, historycznie rzecz biorąc: „Breaking Bad” otrzymał górę wyróżnień, w tym 16 nagród Emmy (z 58 nominacji) i dwie nagrody Złotego Globu (z siedmiu). Przegląd twórczego krajobrazu serialu dokonany przez Caine’a również ma swoje zalety: zwycięstwa były powszechne, od zapierających dech w piersiach występów „Breaking Bad”, przez doskonałą reżyserię i scenariusz Vince’a Gilligana, po sugestywną muzykę kompozytora Dave’a Portera, po muzykę serialu autorstwa utalentowanych montażystów i ekipy.
Jednak to, co sprawia, że „Breaking Badsuch” jest niezwykłym punktem zwrotnym w historii telewizji, jest czymś, co można dziś łatwo przeoczyć – a jednocześnie jest to oczywiste dla takich jak Moore i Caine, weterani branży rozrywkowej.
Breaking Bad zmieniło możliwości telewizji (ale to nie wszystko)

Twierdzenie, że Breaking Bad było przełomowe lub zmieniło telewizję, stało się niemal banalną mantrą współczesnej krytyki i choć jest to absolutna prawda, powoduje to upadek znacznie bogatszej historii.
Chociaż jest również całkowitą prawdą, że często powtarzany cel Gilligana, jakim było „zamienienie pana Chipsa w twarz z blizną”, był twórczą kopalnią złota, nie była to dosłowna kopalnia złota w tamtej epoce przemysłu telewizyjnego, a Gilligan miał przede wszystkim trudności z uzyskaniem „Breaking Badmade”. Choć bogata charakterystyka i metodyczne opowiadanie historii nie były niczym niezwykłym w przypadku prestiżowych stacji, takich jak HBO, były one w dużej mierze obce głównym sieciom kablowym, takim jak AMC i FX.
Tym, co tak naprawdę stworzyło Breaking Badtick – i co zapewnia tak niepewny punkt widzenia dla dzisiejszych retrospekcji serialu – było połączenie przypadku i pasji, które niemal rozpadało się w szwach. Jak przyznaje Gilligan, „Breaking Bad” nie przetrwałoby bez Netflixa. Chociaż serial zawsze cieszył się dużym uznaniem krytyków, to (ryzykowna) przypadkowa decyzja o transmitowaniu pierwszych trzech sezonów serialu przed premierą czwartego sezonu faktycznie zapewniła „Breaking Bad” oglądalność niezbędną do utrzymania.
I oczywiście to właśnie ogromna pasja motywująca obsadę i pełen werwy zespół kreatywny sprawiła, że serial „Breaking Bada” naprawdę warto było oglądać w serwisie Netflix i co tydzień oglądać, jak potoczą się sagi Waltera i Jessego. To zapoczątkowało reakcję łańcuchową, która sprawiła, że „Breaking Bad” z niespokojnego ulubieńca krytyków stał się całym kulturowym duchem czasu.
Jednak to, co sprawia, że „Breaking Badunique” jest nieco kłopotliwe, polega na tym, że jego sukces nie był zależny od twórczej przewidywalności czy proroczego geniuszu Vince’a Gilligana, ani od powszechnie szanowanych umiejętności aktorskich, powiedzmy, Bryana Cranstona. Jego ogromny sukces zależał od czasu i miejsca, w którym znalazła się zgrabna mała kapsuła czasu z ery, w której oceny Nielsena i powstające usługi przesyłania strumieniowego działały w symbiozie. I tylko dzięki swej doskonałości i wszechobecnemu etosowi ryzyka był w stanie w pełni wykorzystać tę symbiozę w sposób, w jaki nie były w stanie tego zrobić inne eksperymentalne serie tamtych czasów – powiedzmy „Mad Men”.
Nawet dzisiaj „Breaking Bad” jest najlepszym programem telewizyjnym wszechczasów

Innymi słowy, ogromny sukces i wpływy Breaking Bad sprawiły, że specyficzne podejście serialu do telewizji stało się wykonalne i pożądane. Przez pewien czas przewidywanie następnego Breaking Bad było rzeczą normalną. Częściowo w rezultacie w dzisiejszym błogosławionym ekosystemie doskonałe programy telewizyjne są na wagę złota. W związku z tym naturalne jest, że zastanawiasz się, czy w przypadku seriali takich jak „Succession”, „Severance” i „The Bearexist” są one w stanie odnieść się do bardziej konkretnych nisz i bezpośrednich niepokojów, „Breaking Badstill” zasługuje na miejsce, jakie przyznał mu Caine – czy też sam Caine po prostu dał się wciągnąć w szum medialny.
Przede wszystkim w tej rozmowie umknęłoby to, co postacie takie jak Caine wyczuwały i podziwiały: wpływ Breaking Bad istnieje dlatego, że był to serial tak dziwny jak na swoje czasy i miejsce. Dziwne tempo, pomysłowe eksperymentalne odcinki, takie jak „The Fly”, chęć, aby nawet pozornie sympatyczni bohaterowie byli drażliwi i niesympatyczni, słabo dekoracyjna ścieżka dźwiękowa i niekonwencjonalny język wizualny były przekleństwem dla większości głównego nurtu etosu telewizyjnego tamtych czasów.
Pomiędzy głównym nurtem telewizji kablowej a mechaniką zapożyczoną z poprzedniej prestiżowej telewizji istnieje tarcie, które wyniosło „Breaking Bad” w sferę artystycznej osobliwości. Nie byłoby też przesadą stwierdzenie, że choć pewne elementy języka wizualnego i narracji stały się już przestarzałe, dzieje się tak głównie z powodu jego własnego, ponadprzeciętnego wpływu. Przewidywalność Breaking Bad przenika do pierwszych części, ale to nie przeszkadza, aby pierwsza część Breaking Bad była oszałamiająca.
Breaking Badfalls od czasu do czasu pada ofiarą tego paradoksu wpływów, a rutynowe opisy, takie jak Caine'a, dotyczące tego, co czyni serię legendarną, często można bojowo odrzucić jako serial przereklamowany lub przestarzały. Można powiedzieć, że tę cechę serial łączy z innymi decydującymi momentami w historii kina i telewizji, takimi jak „Obywatel Kane”, „Ojciec chrzestny” czy „Dragon Ball Z”.
Uznanie Caine'a dotyka jednak sedna czegoś znacznie większego, co nadaje jego ocenie poważną wagę: Breaking Bad nie powstało jako zbiór nagród i odniesień do popkultury; były to produkty uboczne tego, jak Breaking Bad wywróciło telewizję do góry nogami dzięki twórczym ambicjom, zawiłej (czasami niejasnej) narracji, czystej doskonałości i odrobinie głupiego szczęścia.
Debata na temat najlepszego serialu telewizyjnego wszechczasów nigdy nie zostanie rozstrzygnięta, ale to też prawie nie ma sensu. Podziw Michaela Caine'a dla Breaking Bad (i jego entuzjastyczna chęć nazwania go najlepszym programem telewizyjnym, jaki kiedykolwiek powstał) to znacznie więcej niż zwykła lista cech — to lista wszystkich narzędzi, które Breaking Bad zastosowało, aby zdobyć tron.