Pomimo ogromnej rzeszy fanów, którymi cieszy się „Stranger Things*”, dziesięć lat po premierze pierwszej części serialu coraz trudniej jest ignorować trudną rzeczywistość związaną z serialem. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wiele produkcji próbowało zdobyć ten sam poziom uznania, począwszy od wznowionej w 2023 r. przez Hulu adaptacji R.L. Stine’a „Goosebumps” i „Paper Girls” wyprodukowanej przez Prime Video, po własne filmy Netflixa „I Am Not OK With This*”, „Locke & Key” i słynną trylogię slasherów „Fear Street”.
Takie próby są zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że *Stranger Things* był jednym z przełomowych triumfów platformy po jej uruchomieniu w lipcu 2016 r. Chociaż serwis zyskał już pozycję bardzo poszukiwanego miejsca docelowego dzięki wcześniejszym ulubieńcom krytyków, takim jak *House of Cards*, *Orange Is The New Black* i *BoJack Horseman*, to właśnie mainstreamowe zjawisko *Stranger Things* naprawdę ugruntowało status Netflix jako powszechnie znanej nazwy. Seria przekształciła się w światowego molocha popkultury, generując powiązane komiksy i powieści, animowany spin-off i ilość towarów, która przekroczyła wszelkie początkowe prognozy.
Niemniej jednak ogromny triumf *Stranger Things* zawsze miał słodko-gorzki wydźwięk z jednego konkretnego powodu. Inauguracyjny sezon serialu zyskał tak szerokie uznanie właśnie dlatego, że jego ośmioodcinkowy wątek, który zadebiutował w połowie lipca 2016 r., funkcjonował jako nieskazitelna, samodzielna narracja. Pierwszy sezon, pomyślany początkowo jako samodzielna, limitowana seria, skupiał się na ucieczce El przed tajemniczymi porywaczami w Hawkins Lab, uwięzieniu Willa w Upside Down oraz wysiłkach Mike'a, Lucasa i Dustina, by uratować ich towarzyszy.
Stranger Things nigdy nie osiągnęło sukcesu pierwszego sezonu

Podczas gdy inauguracyjna edycja Stranger Things zbudowała wciągającą scenerię przez ugruntowanych drugoplanowych graczy, takich jak Jonathan Charliego Heatona i tragicznie krótkotrwała Barb Shannon Purser, prawdziwe twórcze DNA produkcji sięga głębiej niż często cytowany hołd złożony katalogowi Amblin Stevena Spielberga z lat 80. XX wieku. Bliższa analiza pierwszego rozdziału ujawnia, że dzieła literackie Stephena Kinga opublikowane w tym samym okresie prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek innego ukształtowały narrację i atmosferę serii.
Premierowy sezon nie osłodził lat 80., dostarczając surowego spojrzenia na ten okres, który uwydatniał wszystko, od brutalnego nękania w szkole po zwyczajne uprzedzenia wyrażane przez postacie z przeszłości. Podczas gdy jedna scena może wywołać miłe wspomnienia kinowego stylu Johna Carpentera, inna gwałtownie osadza widza w trudnych realiach tamtych czasów
Tę krytyczną perspektywę podzielił serial, który najlepiej naśladował sezon 1 Stranger Things, późniejszą adaptację Stephena Kinga w reżyserii HBO Max IT: Welcome to Derry, ale został usunięty w miarę rozwoju serialu. Drugi sezon Stranger Things był najlepszą kontynuacją sezonu 1, ale sprawiał wrażenie bardziej podobnego i postanowiono złagodzić brzydsze elementy kultury lat 80. na rzecz weselszego, mniej mrocznego moralnie przedstawienia.
To właśnie w drugim sezonie znęcający się sportowiec Joe Keery’ego, Steve, stał się uroczym bohaterem, którego uwielbiali fani, i w tym samym sezonie Hopper Davida Harboura z głęboko zmartwionego, po traumie bohatera stał się standardowym gburowatym telewizyjnym ojcem. Jeśli chodzi o tempo, spotkanie Eleven i Mike'a trwało wieczność, a im mniej mówi się o „Rozdziale siódmym: Zaginiona siostra”, tym lepiej. Wystarczy powiedzieć, że chociaż sezon 2 działał dobrze, daleko mu było do doskonałości i był zwiastunem tego, co miało nadejść w serialu.
Późniejsze części Stranger Things zrujnowały jego niegdyś znakomitą reputację.

Sześć miesięcy po finale serialu jasne jest, że trzeci sezon Stranger Things postarzał najbiedniejszy z pięciu rozdziałów, mimo że Dacre Montgomery w roli Billy'ego wcielił się w wyjątkowego złoczyńcę. Zbyt ogólny, kreskówkowy i wręcz głupkowaty, sezon zamienia się w żartobliwy hołd dla popkultury lat 80., przedstawiający znudzonych sowieckich antagonistów, ukryte laboratoria pod centrum handlowym i ogromną plamę, która pożera połowę mieszkańców Hawkins.
Sezon 4 dokonał skromnego cudu, opierając swoją narrację na kampaniach Dungeons and Dragons bohaterów, przywracając bardziej dojrzałą fabułę z prawdziwą stawką. Nie da się ukryć, że oznacza to silne odrodzenie. Jednak ponieważ Mike, Will, Argyle i Jonathan wędrują po Stanach Zjednoczonych przez większą część odcinka, sezon nadal charakteryzuje się zauważalnymi błędami w fabule i tempie.
Sezon 5 sprawia wrażenie zupełnie innego podmiotu – przepełnionego CGI, pełnego dowcipów hitu kinowego, w którym intymny ludzki dramat z sezonów 1 i 2 zamieniono na nieprzerwaną akcję i zagmatwaną opowieść o wymiarowych tunelach czasoprzestrzennych, która sprawia wrażenie wyrwanej z sagi Multiverse Marvel Cinematic Universe. Żadna z głównych postaci „Stranger Things” nie doczekała się znaczącego rozwoju w obliczu nadmiaru kosztownych efektów wizualnych, co ostatecznie potwierdza, że serial mógłby sobie lepiej poradzić jako miniserial nakręcony w jednej serii.
Sezon 1 Stranger Things okazuje się bardziej spójną, samodzielną narracją niż sezony 1–5

Ziemska groźba i dyskretny komentarz społeczny, które zdefiniowały sezon 1 Stranger Things, zniknęły w sezonie 3, ustępując miejsca kreacji postaci przypominającej serial komediowy i jawnemu patriotycznemu zapałowi. Chociaż sezon 4 był naprawdę straszniejszy i ważniejszy – dostarczając niektórych z najbardziej pamiętnych momentów serialu – nigdy nie odzyskał emocjonalnej głębi i realizmu, jakie posiadał serial po powrocie Jedenastki w sezonie 2.
Chociaż wyobrażenie sobie serialu bez legendarnego poświęcenia Eddiego wydaje się prawie niemożliwe, warto ponownie ocenić wnioski z sezonów 1 i 5, aby określić, gdzie historia mogłaby się najlepiej zakończyć. Finał pierwszego sezonu utrzymuje bardziej stabilny ton, oferuje bardziej wzruszające zakończenie, które odzwierciedla fabułę (Eleven może żyć, ale nie może być z Mikiem) i, w przeciwieństwie do rozległej kody sezonu 5, pozwala uniknąć obciążenia ogromnym zespołem.
Sezon 5 miał trudności z przekazaniem jakichkolwiek prawdziwych stawek, gdy w zasadzie wszyscy – Dustin, Mike, Will, Lucas, Max, Robin, Jonathan, Steve, Hopper, Murray, Nancy, Holly, pani Wheeler i Joyce – wychodzą bez szwanku z finału. Dla kontrastu, zakończenie sezonu pierwszego było mocnym ciosem ze względu na niepewność co do losu Jedenastki. Przy zmniejszonym napięciu, utracie wnikliwej krytyki serialu opartej na nostalgii za latami 80. i mniej wyrazistej wizji twórczej, finał serialu podkreśla, że Stranger Things mógł być najsilniejszy jako miniserial trwający jeden sezon.