Chociaż Emilia Clarke nie grała Daenerys Targaryen w „Grze o tron” przez siedem lat, jej wpływ pozostaje niezmienny. Choć śmierć bohatera z rąk Jona Snowa (Kit Harington) w ostatnim odcinku nadal wywołuje debatę, pomimo polaryzującego wniosku serialu, Dany jest jedną z najbardziej ikonicznych postaci telewizji we współczesnej epoce, jeśli nie w historii.
Wpływ ten utrzymuje się w ramach ekspansji HBO na uniwersum Westeros. Dwie wydane do tej pory serie, „Dom Smoka” i „Rycerz Siedmiu Królestw*, w różnym stopniu skupiały się na Domu Targaryenów. Podobnie pierwszy film fabularny serii skupi się na tej samej rodzinie, szczególnie przedstawiając *Podbój Aegona*. Duża część tego skupienia wywodzi się z materiałów źródłowych George'a R.R. Martina, ale jest także napędzana niesłabnącą popularnością Daenerys.
Znaczenie to zostało niedawno podkreślone, gdy Clarke pojawiła się na ceremonii rozdania nagród Emmy w 2026 r. Dołączyła do gwiazdy serialu „House of the Dragon” Emmy D’Arcy, która wciela się w Rhaenyrę Targaryen, na scenie, aby wręczyć nagrodę dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej w serialu limitowanym. Choć zabawne było widzieć, jak te dwie wersje postaci się przecinają, ten moment uwypuklił także trudną prawdę dotyczącą serii prequeli.
House Of The Dragon nie ma porównania z Grą o Tron

Wspólne wystąpienie Clarke'a i D'Arcy polegało na wygłoszeniu przez Clarke długiego przemówienia w języku wysokovalyriańskim, które D'Arcy żartobliwie przetłumaczył jako po prostu „Dobry wieczór”. Na wynos był wyczuwalny dreszczyk emocji, jaki odczuwali wszyscy obecni i oglądający z domu, gdy Clarke prawie odzyskała swoją postać po siedmiu latach przerwy.
Chociaż House of the Dragon może być znakomity, a jego zespół – zwłaszcza D'Arcy, który prawdopodobnie zapewnia jeden z najlepszych występów w ramach serii „Gra o tron” i zasługuje na to, by w przyszłym roku znaleźć się w rywalizacji o nagrodę Emmy – jest znakomity, serialowi wciąż brakuje „Tronu”. Różnica nie dotyczy wyłącznie rzemiosła, chociaż odgrywa to pewną rolę; w dużej mierze chodzi o wagę i znaczenie kulturowe.
Siedem lat później Clarke wchodząc na scenę i śpiewając High Valyrian, czuje się jak autentyczny kamień milowy – coś, co prawdopodobnie nie powiodłoby się w przypadku obecnego zespołu House of the Dragon i prawdopodobnie byłoby niemożliwe nawet siedem lat po zakończeniu tego występu. Daenerys może pochwalić się poziomem sławy i znajomości, który wykracza daleko poza jej serial, co stanowi punkt odniesienia, którego prequel jeszcze nie osiągnął.
Wyjaśnia to kilka czynników. Chociaż House of the Dragon przyciąga ogromną widownię, działa w coraz bardziej podzielonym środowisku telewizyjnym, w którym widzowie korzystają z wielu usług przesyłania strumieniowego i oglądają treści według różnych harmonogramów. Ponadto dwuletnia przerwa między sezonami serialu utrudnia dynamikę, w przeciwieństwie do „Tronów”, które powracały każdej wiosny bez przerwy.
Oczywiście zakończenie Gry o Tron również ma w tym pewien udział. Pomysł, że sezon 8 zabił zainteresowanie serialem i posty w Internecie o tym, że „nikt już o tym nie mówi”, zawsze był przesadny, ponieważ serial odniósł sukces w transmisji strumieniowej, a także przez kilka lat utrzymywał się na listach piractwa. Można się jednak spodziewać pewnego spadku spowodowanego tą negatywnością, co niekoniecznie pomogło Domowi Smoka stać się tak dużym, choć jest to mniej istotny czynnik niż inne powody.
Pojawienie się Clarke na rozdaniu nagród Emmy tak naprawdę przypomina, jak wyjątkowa była wówczas „Gra o tron”, i być może było to coś, co uważano za oczywiste. To był prawdziwy telewizor typu watercooler, jeden z ostatnich monolitów popkultury, który mógł zdominować dyskusję tydzień po tygodniu, rok po roku i nawet teraz ma taką siłę przyciągania, jakiej Dom Smoka nie może dorównać.
Daenerys nie powinna wracać w serii „Gra o tron”.

Pojawienie się Clarke u boku D'Arcy było cudownym zderzeniem obu seriali – i dwóch Targaryenów oddzielonych we wszechświecie ponad stuleciem – ale jest to też coś, co nie zdarza się zbyt często. W końcu to nie jest tak, że mogą to powtórzyć w przyszłym roku lub rok później. Rzeczywiście, w ostatnich latach gwiazda pojawiała się w roli Dany, a nawet w podobnym kontekście, jak ten, i tak będzie dalej.
To nie jest nic złego. Jeśli chodzi o samą Daenerys, nie ma potrzeby ponownego oglądania tej postaci. Jej epizodyczny występ (na który Clarke nie powrócił) jako część wizji Daemona Targaryena w finale drugiego sezonu House of the Dragon był odpowiednim punktem końcowym, ponieważ w całkiem zgrabny sposób powiązał przeszłość i przyszłość rodu Targaryenów w świecie Gry o tron.
Wciąż mówi się o różnych możliwych sequelach Gry o tron, niezależnie od tego, czy będzie to spinoff Aryi Stark, czy wskrzeszenie serii Jona Snowa. A jeśli coś by się wydarzyło, nieuchronnie pojawiłoby się pytanie o udział Daenerys, czy to w formie retrospekcji, czy sekwencji wizji, czy nawet teorii o jej wskrzeszeniu. Ale jeśli coś wyjdzie poza sezon 8, lepiej będzie zostawić Dany w spokoju, ponieważ jej historia jest już całkowicie skończona.
Wspaniale jest widzieć Clarke zanurzającą palec z powrotem w wodach Westeros podczas ceremonii rozdania nagród Emmy, ale takie występy powinny po prostu wystarczyć (być może z okazji 10. rocznicy zakończenia serialu lub 20. rocznicy rozpoczęcia serialu). Dziedzictwo Daenerys żyje nadal, a ona pozostaje ikoną, ale bezpośrednia rola Khaleesi w franczyzie „Gra o tron” dobiegła końca.