Chociaż „Tombstone” jest prawdopodobnie jego najbardziej rozpoznawalnym westernem, najlepsze występy Kurta Russella w tym gatunku można obecnie bezpłatnie odtwarzać strumieniowo. Chociaż wydawnictwo z 1993 roku było początkowo postrzegane jako umiarkowany hit, od tego czasu zostało podniesione do rangi klasycznego zachodniego arcydzieła. Jednak droga do osiągnięcia tego dziedzictwa była obarczona znacznymi trudnościami produkcyjnymi.
Kevin Jarre, pierwotny reżyser, został zwolniony zaledwie miesiąc po rozpoczęciu zdjęć, przez co większość nakręconego materiału pozostała niewykorzystana. Zespół produkcyjny był zmuszony przyspieszyć prace nad pozostałymi zdjęciami, a powszechnie mówi się, że Kurt Russell w zasadzie sam wyreżyserował większość „Tombstone” za pomocą duchów. Biorąc pod uwagę ogromne ograniczenia finansowe i czasowe, przed którymi stanął projekt, niezwykłe jest to, że ostateczna wersja nie jest chaotycznym bałaganem, ale raczej szanowaną klasyką gatunku.
Ten wysoki poziom jest w dużej mierze zasługą wyjątkowej obsady (z Valem Kilmerem, Samem Elliottem, Michaelem Biehnem i innymi) oraz znakomitego scenariusza. Mimo że „Tombstone” jest niezaprzeczalnie doskonały, czeka go zacięta rywalizacja o tytuł najlepszego westernu Kurta Russella. Głównym rywalem jest jego hybryda horroru i westernu z 2015 roku, *Bone Tomahawk*, która obecnie jest dostępna bezpłatnie (przy wsparciu reklam) w serwisie Tubi.
*Bone Tomahawk* Kurta Russella przyjmuje zupełnie inne podejście niż *Tombstone

Od samego początku jasne jest, że Tombstone i BoneTomahawk zajmują bardzo różne zakątki zachodniego gatunku. Tombstone to mityczna opowieść o legendarnym wydarzeniu, pełna cytatów i niezapomnianych strzelanin. Z kolei BoneTomahawk jest uosobieniem narracji powolnej; reżyser S.Craig Zahler transmituje serial The Searchers, a fabuła podąża za szeryfem Russellem, który organizuje grupę ratunkową, aby uwolnić nauczyciela wziętego jako zakładnika przez kanibali.
BoneTomahawk może nie jest przesiąknięty nieprzerwaną krwią, ale brutalne momenty uderzają z ostrym uderzeniem, gdy wypłyną na powierzchnię. Film dostarcza mniej beztroskich wrażeń niż Tombstone, ale mimo to może poszczycić się dobrą grą aktorską, dowcipnymi dowcipami, a po obejrzeniu niektóre sceny na długo zapadają w pamięć.
multi-answerWybierz wszystkie, które pasują. Który westernowy serial oglądałeś?
Nazywanie BoneTomahawk lepszym od Tombstone jest oczywiście subiektywną oceną. Większość widzów zwróci się ku bardziej mainstreamowej przygodówce Wyatta Earpa, jednak horror-western Russella prezentuje całkowicie odmienne, niezachwiane podejście do tego gatunku. Żaden inny western nie dorównuje swoją wyjątkowością i choć nie każdemu może się spodobać, zasługuje na przynajmniej jedno obejrzenie.
Bone Tomahawk to ostateczne arcydzieło zachodniego gatunku horroru.

Łączenie różnych gatunków jest z natury trudnym zadaniem, co wyjaśnia, dlaczego udane hybrydy są rzadkością. Na każdy wyróżniający się tytuł, taki jak „Postrach nocy”, który równoważy komedię i horror, przypada wiele nieudanych prób. Ta nierównowaga często występuje, ponieważ humor podważa strach lub odwrotnie. W rezultacie katalog horrorów westernów pozostaje ograniczony; choć perełki takie jak *Ravenous* i *Wampiry Johna Carpentera* istnieją, przyćmiewają je rozczarowania, takie jak *Tremors 4: The Legend Begins*.
Właśnie ten niedobór podnosi wartość *Bone Tomahawk*. Niezmiennie zajmuje czołowe miejsca na listach elitarnych westernów typu horror. Film w dużej mierze zachował autentyczny klimat klasycznego „Oatera”. Przez znaczną część narracji skupiamy się na atmosferze stworzonej przez czterech odmiennych mężczyzn, którzy łączą się, gdy przemierzają brutalny, bezlitosny teren.
W tym samym roku, w którym Kurt Russell zagrał w filmie Bone Tomahawk, zagrał także w innym westernie: Nienawistnej ósemce Quentina Tarantino.
Prawdziwy terror Bone Tomahawka pojawia się dopiero w ostatnim akcie, w którym graficzna sekwencja kanibalizmu jest tak szokująca, że wielu widzów w ogóle porzuca film. Skromny budżet – poniżej 2 milionów dolarów – czasami sprawia, że produkcja wydaje się nieco skromna, a mimo to film ma surową, instynktowną intensywność, której niewiele innych tytułów może dorównać.
Nawet Stephen King wychwalał Bone Tomahawk, a grono oddanych fanów tego łączącego gatunki dzieła z każdym rokiem powiększa się. Niezależnie od tego, czy oglądasz go po raz pierwszy, czy wracasz do obejrzenia ponownie, nie ma powodu, aby nie transmitować go strumieniowo na Tubi. Doświadczenie jest pełne napięcia i często wstrząsające, ale niezaprzeczalnie warte przejażdżki.