Chociaż „Prometeusz” wywołał burzliwą debatę po swoim debiucie w 2012 roku jako prequel „Obcego”, historia prawdopodobnie oceni ten film bardziej przychylnie niż jego bezpośrednia kontynuacja z 2024 r., „Obcy: Romulus*”. Niezależnie od opinii na temat filmografii Fede Alvareza, reżyser ma udowodniony talent do ożywiania borykających się z problemami właściwości horroru. Jego wersja „Martwego zła” z 2013 roku okazała się trzymającym w napięciu, ponurym thrillerem, który przekroczył granice kategorii R, przywracając serii odważny, bezkompromisowy poziom brutalności, którego brakowało od oryginału „Martwego zła” z 1981 roku.
Chociaż film *Teksańska masakra piłą mechaniczną* z 2022 r. okazał się całkowitą porażką, Alvarez miał jedynie autorstwo tego konkretnego nieszczęścia w „Story By”. Dla kontrastu, jego wpis *Obcy* z 2024 r., *Obcy: Romulus*, dokonał niezwykłego podwójnego wyczynu: skutecznie zrestartował renomowaną markę horrorów science-fiction, jednocześnie wyjaśniając jej złożoną historię. W przeciwieństwie do serialu Disney+ „Obcy: Ziemia”, w którym w dużej mierze ignorowano ustalony kanon i ciągłość, „Obcy: Romulus” skrupulatnie zadbał o to, aby wydarzenia narracyjne „Prometeusza” płynnie pokrywały się z wydarzeniami z „Obcego” i „Obcego*”.
Niezależnie od tych godnych pochwały osiągnięć nie byłoby zaskoczeniem, gdyby „Prometeusz” ostatecznie wywarł z biegiem czasu większy wpływ kulturowy niż „Obcy: Romulus”. Od przełomowego oryginału „Obcy” Ridleya Scotta z 1979 r., seria konsekwentnie dąży do pogłębienia mitologii ksenomorfów, a każda kontynuacja następuje po uznanej powieści „Obcy” Jamesa Camerona, która kieruje serialem w nieco wytyczonym, stopniowym kierunku. Zgodnie ze swoim statusem pomostu pomiędzy *Obcym* i *Obcym*, *Obcy: Romulus* stanowił spójną całość dla serii i funkcjonował jako samodzielna narracja, nie udało mu się jednak zapoczątkować nowego, znaczącego obszaru dla serii.
Prometeusz był pionierem nowego terytorium dla franczyzy obcych

Pomimo swoich niedociągnięć, ambitny prequel Scotta „Prometeusz” niezaprzeczalnie pchnął serię na nowe, odważne terytorium. Od rozległej sekwencji początkowej – w której Inżynier zdaje się ulegać samozniszczeniu, prawdopodobnie dając początek ludzkości – po niepokojącą, surrealistyczną ciążę Ksenomorfa w trzecim akcie, „Prometeusz” był studium ambicji. Jego śmiałe wybory można wybaczyć wciągającą grafiką i niepowtarzalną, nieziemską atmosferą.
Choć film nie jest czystym horrorem i tempo jego akcji może wydawać się nierówne, „Prometeusz” zyskuje uznanie dzięki temu, że przedstawia się jako punkt wejścia do wpływowego uniwersum science-fiction Ridleya Scotta „Łowca androidów*”, a nie tylko kolejny film o potworach. Film oferuje niewidziane mity, dając widzom częste i kuszące wglądy w tę wymyśloną rzeczywistość – coś, czego inne sequele „Obcego” rzadko podejmują, ponieważ skupiają się na wyjaśnianiu istniejącej historii.
Obcy: Romulus zapewnił serialowi powrót, na jaki zasłużył

Żeby było jasne, „Obcy: Romulus” był prostym zwrotem, jakiego oczekiwała franczyza. Kontynuacja *Prometeusza* Scotta, *Obcy: Przymierze*, tylko pogłębiła zamieszanie i dysonans wokół Prometeusza*, dlatego też Alvarez słusznie poświęcił znaczną część czasu realizacji swojego filmu na rozwikłanie licznych luk fabularnych w serii.
Zdolność reżysera do jednoczesnego przedstawienia napiętego, naprawdę ekscytującego i szokująco brutalnego horroru oblężniczego jest wyraźnym wyznacznikiem jego umiejętności. To powiedziawszy, dla widzów, którzy nie interesują się szerszą mitologią uniwersum *Obcego*, ale pragną głębszego zanurzenia się w szorstkim, atmosferycznym świecie ustanowionym w filmie *Obcy* z 1979 roku, *Prometeusz* pozostaje bardziej uderzającym doświadczeniem. Począwszy od osobliwego tła po oprawę graficzną obsady, ten prequel utrzymuje poczucie całkowitej nieprzewidywalności i oryginalności.
Prawdą jest, że „Prometeusz” nie działa idealnie pod każdym względem, a prequelowi Scotta brakuje dopracowanej, efektywnej dynamiki, jaką można znaleźć w kontynuacji Alvareza. Jednak to właśnie ta szorstka, mniej wypolerowana faktura pozwala *Prometeuszowi* przywołać śmiałe, eksperymentalne filmy science fiction z lat 70. XX wieku, epoki, w której rzadko udzielano ostatecznych odpowiedzi. Odlotowy, odważny i uroczo pretensjonalny jak na hollywoodzki horror, *Prometheus* pokazał, że seria *Alien* może eksplorować znaczące koncepcje, podczas gdy *Alien: Romulus* udowodnił, że jest równie zdolny do zapewnienia bezpośredniej, przyjemnej dla publiczności rozrywki.